Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA
Forum pomocy, wsparcia, wymiany doświadczeń i nadziei...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Co robić gdy mąż zaczyna terapię?
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna -> Współuzależnienie (koalkoholizm)
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:47, 11 Maj 2013    Temat postu: Co robić gdy mąż zaczyna terapię?

Mój mąż poszedł w końcu na terapię, po kilku koszmarnych latach. Myślałam, że będzie chociaż trochę lepiej, ale wszystko i tak leci na łeb, na szyję. Prawie ukończył I etap, ale strasznie zapił i cofnęli go na początek. Zresztą wcześniej też zdarzało się, że zapijał. Wkurza mnie tłumaczenie, że zapijanie jest wpisane w terapię. Nie wiem czy tak mu mówią, czy sam tak sobie wmówił, ale ciągle mu się to zdarza. Zapił też wczoraj, dzisiaj też jest nawalony. Ja się potwornie wkurzam, bo brakuje mi już sił. Nie wiem czy jest sens wierzyć, że mu się uda. Nie wiem jak się zachowywać. Mam udawać, że nie widzę? Nic nie mówić? Mam poinformować ośrodek o jego piciu? Czy mam się w ogóle nie wtrącać? Zapisałam się na terapię dla współuzależnionych, ale czas oczekiwania to od kilku miesięcy do roku. Poszłam na spotkanie grupy wsparcia, ale spotkałam tylko kilka starszych pań dyskutujących o rzeczach zupełnie niezwiązanych z tematem. Poszłam znowu na terapię indywidualną, a tam znowu słyszę, że może picie męża to odpowiedź na moje zachowanie. Pochlastać się można. Poradźcie mi co mam robić kiedy mąż zapija, jak mam się zachowywać w czasie terapii. Błagam, bo nie mam już siły, a czuję, że to wszystko mnie przerasta. Wszystko stoi w miejscu, nie możemy niczego zaplanować, bo nie wiadomo co będzie jutro. Co robić?!

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez apina dnia Sob 19:48, 11 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Domeru



Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:02, 11 Maj 2013    Temat postu: Re: Co robić gdy mąż zaczyna terapię?

apina napisał:
Wkurza mnie tłumaczenie, że zapijanie jest wpisane w terapię. Nie wiem czy tak mu mówią, czy sam tak sobie wmówił, ale ciągle mu się to zdarza.


Aktywni alkoholicy często tak mówią, a jak się zbierze kilku to nawzajem się w tej "prawdzie" wspierają. To jest kompletna bzdura, zapijanie nie jest wpisane ani w chorobę ani tym bardziej w terapię.

apina napisał:
Nie wiem jak się zachowywać.


Zająć się sobą.

apina napisał:
Poszłam znowu na terapię indywidualną, a tam znowu słyszę, że może picie męża to odpowiedź na moje zachowanie. Pochlastać się można. Poradźcie mi co mam robić kiedy mąż zapija, jak mam się zachowywać w czasie terapii. Błagam, bo nie mam już siły, a czuję, że to wszystko mnie przerasta. Wszystko stoi w miejscu, nie możemy niczego zaplanować, bo nie wiadomo co będzie jutro. Co robić?!


Kopnąć w dupę terapeutę, który twierdzi, że picie męża ma cokolwiek wspólnego z Twoim zachowaniem i znaleźć kogoś kompetentnego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:12, 11 Maj 2013    Temat postu:

Domeru, ale ja właśnie nie umiem zająć się sobą. Jestem robotem - wstaję rano, idę do pracy, wracam do domu, idę spać, a weekendy przeczekuję, żeby tylko minęły i się skończyły. Mam głowę zatrutą alkoholem, mimo że nie piję. Ja nie wiem co to znaczy zająć się sobą Sad Nie umiem o tym nie myśleć. Jezu, ja myślę, że ci ludzie w ośrodku się nie znają, że nie wiedzą jak zająć się mężem. Durne, ale ciągle tak myślę. Jestem mega chora.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Meszuge



Dołączył: 12 Maj 2009
Posty: 6727
Przeczytał: 86 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 20:44, 11 Maj 2013    Temat postu:

apina napisał:
Jestem robotem...

Zgłoś się do poradni odwykowej i poproś o pomoc dla siebie. Specjaliści od współuzależnienia są chyba w każdym WOTUW.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Domeru



Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:44, 11 Maj 2013    Temat postu:

apina napisał:
Jestem mega chora.


A jak dużo jesteś gotowa zrobić, żeby się wyleczyć?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Domeru



Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:46, 11 Maj 2013    Temat postu:

apina napisał:
Jezu, ja myślę, że ci ludzie w ośrodku się nie znają, że nie wiedzą jak zająć się mężem.


To nie ma nic wspólnego ze "znaniem". Twój mąż najzwyczajniej w świecie chce chlać dalej i nikt, ani Ty, ani ludzie w żadnym ośrodku mu w tym nie przeszkodzą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:27, 11 Maj 2013    Temat postu:

Meszuge napisał:
apina napisał:
Jestem robotem...

Zgłoś się do poradni odwykowej i poproś o pomoc dla siebie. Specjaliści od współuzależnienia są chyba w każdym WOTUW.


Zgłosiłam się, czekam, póki co chodzę na grupę, próbowałam znowu indywidualnej terapii, ale nie umiem sobie pomóc.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:29, 11 Maj 2013    Temat postu:

Domeru napisał:
apina napisał:
Jestem mega chora.


A jak dużo jesteś gotowa zrobić, żeby się wyleczyć?


Na razie nie umiem zrobić nic. Na to wygląda. Nie umiem nawet wyjść z domu i przestać patrzeć na pijany zezwłok leżący na podłodze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gochka



Dołączył: 02 Gru 2012
Posty: 709
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 25 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Legnica
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:12, 12 Maj 2013    Temat postu:

Bo dopki bedziesz sobie tak mowila: Nie umiem, Nie dam rady, Nie wiem jak, dopoty tak wlasnie bedzie, ze nie bedziesz umiala. Nie da sie nauczyc plywac nie probujac. To taka odwrotnosc tego, co wmawia sobie Twoj maz: Picie jest wpisane w terapie. Ty wmawiasz sobie: Ja nie umiem sie soba zajac.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Domeru



Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:26, 12 Maj 2013    Temat postu:

apina napisał:
Domeru napisał:
A jak dużo jesteś gotowa zrobić, żeby się wyleczyć?


Na razie nie umiem zrobić nic.


No więc efekty, które osiągniesz będą do tego adekwatne. A biorąc pod uwagę, że w czasie, kiedy Ty nic nie robisz, zaburzenia postępują... dopowiedz sobie resztę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:45, 15 Maj 2013    Temat postu:

To jest właśnie to - kiedy Was czytam dostaję kopa i chcę to wszystko zmienić. Potem on trzeźwieje, a ja myślę, że tak już będzie zawsze. Pamiętam jak dobrze się czułam, kiedy pewnego dnia zostawiłam go i się wyniosłam. Meeega spokój i poczucie, że mogę zrobić wszystko. A potem dupa, płakał, prosił, przepraszał i wróciłam. Jak to jest, że nie umiem uczyć się na błędach? Dlaczego ciągle próbuję robić coś, co prowadzi tylko do jednego?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:48, 15 Maj 2013    Temat postu:

A tak BTW - znalazłam ciekawy tekst na jednym forum. Niestety jest to cytat cytatu i nie wiem czyjego jest autorstwa, ale pozwolę sobie go wkleić. Jak dla mnie - całą prawda o żonie alkoholika:


"[..]Instrukcja obsługi żony alkoholika

Poniższą instrukcję (mojego autorstwa) oparłam na bazie obserwacji moich własnych zachowań, losów znanych mi żon alkoholików, opowieści zaczerpniętych z for ....
Wydaje mi się, że poznanie metod manipulacji, pozwala skutecznie im się opierać.
Mam nadzieję, że nie jestem w błędzie.
Żadna ze znanych mi historii nie zawiera wszystkich wymienionych elementów w instrukcji, ale znaczącą ich większość.
Praktyka wskazuje, że im sumienniej (i im więcej porad) alkoholik wypełnia porady instrukcji, tym "sprawniej" funkcjonuje jego żona, zapewniając mu komfort picia.
W kazdym razie - na mnie, do tej pory, zanim poznałam te mechanizmy, działało to nadzwyczaj skutecznie.

Instrukcja obsługi żony alkoholika.

Alkoholiku, w swoim postępowaniu z żoną kieruj się dwiema podstawowymi zasadami:

Zasadą znaną jako "efekt kozy" sprawdzoną swego czasu przez Mao.
Efekt ten pochodzi od znanej anegdoty, w której Rabin kazał narzekającemu na ciasnotę w domu Ickowi wprowadzić do domu kozę.
Tam ją karmić, doić, przygotować legowisko.
Po miesiącu Rabin polecił Ickowi kozę wyprowadzić do stajni.
Icek poczuł się szczęśliwy i bardzo za tę decyzję dziękował Rabinowi - nagle odzyskał ogrom wolnej przestrzeni w domu.
Tak właśnie postąpił Mao - przydusił swój naród tak mocno, że potem każde, nawet najdrobniejsze przywrócenie im prawo do czegokolwiek, odczuwali oni, jako niezwykły dar i szczęście.
Podobnie postępują wytrawni nauczyciele w szkołach ponadpodstawowych - w pierwszych dwóch miesiącach wprowadzają bardzo mocny rygor - a gdy go poluzowują, aby doprowadzić do w miarę normalnych warunków pracy, uczniowie czują się zadowoleni i traktowani sprawiedliwie - przy czym są posłuszni i karni, bo są przekonani , że swą wolność uzyskali dzięki wspaniałemu wychowawcy i boją się swym złym zachowaniem doprowadzić do powrotu zamordyzmu.


Druga zasada mówi o tym, że w żadnym wypadku nie powinieneś okazać swojej szlachetności.
Pamiętaj - często powinieneś być zrozpaczony, nieszczęśliwy, pokorny, błagający, płaczący, dobry, przyznający rację, mówiący o swojej winie przeogromnej - ale nigdy nie bądź szlachetny!
Nigdy wiedziony swą szlachetnością nie daj żonie od siebie odpocząć - bądź przy niej cały czas - jakikolwiek, ale bądź - gdy ona Ci mówi, gdy błaga o to, abyś dał jej spokój, że nie chce z tobą rozmawiać, że nie chce Cię widzieć, że sprawiasz jej ból - pamiętaj - nie sądź, że zagranie szlachetnego człowieka może doprowadzić do tego, że ona się od Ciebie uwolni - nie zostawiaj jej ani na moment samej!
Bądź przy niej - nie pozwól jej myśleć swobodnie - nie pozwól jej złapać oddechu od siebie - nie pozwól jej odpocząć!
Jeśli tego nie rozumiesz jeszcze - jeśli Ci się wydaje, że tym udawaniem szlachetnego pogłębisz swoją manipulację - jesteś w ogromnym błędzie!
Pamiętaj bowiem, że to jedynie z powodu szlachetności ona przy Tobie była na początku i nie odeszła, gdy jeszcze mogła - gdy zupełnie jej nie uzależniłeś od siebie. Chciała pomóc Tobie, czuła się odpowiedzialna za dzieci, za dom - żal jej było ciebie - to szlachetność ją zgubiła!
Szlachetność twoja jest więc czymś co zniszczy twój komfort picia - tak jak zniszczyła twoją żonę.
Pamiętaj! Bądź konsekwentny! Do tej pory byłeś podlcem - zostań nim do końca - inaczej możesz przegrać!

Teraz bardziej konkretne porady Ci dam, alkoholiku - żebyś lepiej zrozumiał na czym polega mechanizm, za pomocą którego obsługuje się Twoją żonę.
Nie będę ci mówiła o tym, że ze wszystkim trzeba powoli, ostrożnie, nieśpiesznie - przekraczając kolejne granice - zwiększając stopniowo tolerancję żony na twoje negatywne zachowania.
Nie będę ci mówiła o tym, że nie powinieneś od razu wcielić w życie ostatecznych rozwiązań - tylko powinieneś do nich dochodzić stopniowo.
Nie będę ci o tym mówiła, bo o tym wszystkim dobrze wiesz, skoro już to czytasz, alkoholiku - nie będę uczyła „ojca robić dzieci”.

Dam ci jednak rady - co robić, aby utrzymać ten stan - tolerancji żony na twoje wszystkie negatywne zachowania - bo z tym czasem sobie nie radzisz, o czym niestety świadczą nieliczne wydarzenia, w których żonom jednak udaje się uwolnić od Waszej manipulacji.

Otóż - gorąco polecam bicie.
Ale pamiętaj - jeśli drzemią jeszcze w tobie jakieś resztki sumienia, ludzkich uczuć - najlepiej się ich pozbądź - i skatuj żonę tak, aby nie była w stanie zrobić żadnego ruchu - aby sama z siebie powiedziała: "mnie już nikt nie może pomóc".
Jeśli nie jesteś w stanie - jeśli nie masz w sobie na tyle odwagi - nie masz wystarczających jaj do tego - niestety - sprawa trudniejsza jest - bo musisz wykazać się pewną finezją.

To o czym poniżej będę ci mówiła - nie dotyczy konkretnie bicia - ale w ogóle rozmaitych twoich działań negatywnych.
Otóż - nie doprowadź do tego, aby twoja żona była całkiem zdołowana, w róg zapędzona - bo jeśli nie doprowadziłeś jej do pożądanego stanu w którym "nikt już nie może jej pomóc" - może tej pomocy poszukać na zewnątrz.

Więc bij (a jak nie dajesz rady, to przynajmniej groź pobiciem), strasz, rozbijaj meble, wyważaj drzwi, „przypadkiem” rozbij jej samochód, wyczyść jej konto, ukradnij jej biżuterię, strasz puszczeniem z torbami, znieważaj ją.
Ale pamiętaj - nigdy tego nie rób wobec świadków.
Nie ma znaczenia, czy jest to twoja rodzina, jej, czy też wasi znajomi.
Bo może się okazać, że w którymś momencie oni widząc to – znajdą jej jakieś mieszkanie gdy będziesz agresywny - a to - fakt, że będzie od ciebie daleko - że nie będziesz mógł mieć jej pod ręką, aby jej sączyć swoje słowa - pozwoli jej zacząć myśleć - to się może źle skończyć.
Więc wobec rodziny, znajomych - zawsze graj rolę nieszczęśliwca - pamiętaj o jednym - pijesz przez nią!
Polecam wariant zdrady, złego prowadzenia domu, zaniedbywania dzieci, niezrozumienia twoich potrzeb, ...
Pilnuj się jednak - przy świadkach - nigdy nie podnoś na nią głosu, a tym bardziej ręki - to ty masz być ofiarą, a nie ona!
Wtedy - oni nie będą widzieć powodu, aby udzielić jej jakiegoś wsparcia, gdy będziesz w ostrym ciągu - no bo ... przecież nic jej nie zagraża ... ona jest źródłem zła nie ty - ty jesteś po prostu - chory.

Druga strategia, którą powinieneś sobie wbić do łba polega na tym, aby zawsze - po takiej ostrej rozróbie, twoim ciągu, wyrzutach, straszeniach jej - następowały chwile twojej dobroci.
Wtedy bądź przepraszający, błagający, bierz winę na siebie za wszystko, czy czujesz się winny, czy nie, mów o tym, jak bardzo byłeś podły, bądź wspaniały dla niej, dzieci, bądź cierpiący, płacz, przepraszaj, obiecuj, ...
Pamiętaj - ona ma wtedy mówić o tobie: "jak nie pije jest aniołem".
Pamiętaj - łzy, nieszczęśliwa mina, bezradność, mówienie o świadomości własnej podłości - to najskuteczniejsza broń na kobiety - a twoją już na pewno.
Gdy ona wciąż jest złą, nie może się jeszcze otrząsnąć - pamiętaj - nie zostawiaj jej samej z tym!
Bądź przy niej cały czas - sącz jej do ucha swoje cierpienie - gdy nie mówisz wyglądaj na nieszczęśliwego - nie pozwól jej odpocząć od siebie!
No i - staraj się tak wszystkie twoje podłości przedstawić, aby wynikało z tego, że to wszystko z miłości do niej robiłeś - ze strachu, że odejdzie ...
Kradzież, znieważanie, bicie, ... to wszystko przez opętanie miłością, strachem ...
Nie mów jej wtedy, że ona cię zdradza - mów, że ty się tego boisz, że ... tak ją kochasz, że nie możesz się od tej obawy uwolnić - stąd to wszystko.

Zatem wbij sobie do głowy - że efekt kozy to podstawa.
Musisz ją przerażać - wstawiać kozę do domu - aby potem ją wyprowadzić - żeby była szczęśliwa, że owej kozy już nie ma.
Będzie wówczas miała przekonanie, że gdyby podjęła jakieś działania skierowane przeciw niej - że wtedy wstawisz jej znów kozę - a najlepiej dwie, trzy ...
Niech woli nie myśleć o tym - niech nauczy się czerpać swoją nadzieję na życie w tym, że nawet jak jej kozę wprowadziłeś, to jak będzie grzeczna - wyprowadzisz ją - a wtedy ona znów będzie mogła odetchnąć z ulgą.
W którym momencie - ona uzna, że ta ulga - to jest właśnie pełnia szczęścia.

Czuję, że muszę ci jeszcze wybić z głowy próby odgrywania roli szlachetnego - takiego, który pozwala odpocząć, albo - co gorsze - zostawia jakieś decyzje żonie!
Otóż, po wyprowadzeniu kozy do stajni, niech ci nie przyjdzie do głowy usunięcie się z jej obszaru.
Masz być cały czas przy niej!
Nie wychodź gdzieś cierpiący, nie zamykaj się w swoim pokoju ze słowami: "Wiem, że byłem podły. Ă�ÂŹle mi z tym. Wybacz. Pozwolę ci pobyć samej. Może zmienisz zdanie."
Nie zostawiaj jej! Bądź przy niej stale!
Pamiętaj bowiem, że ona ma kojarzyć swoje szczęście z tym, że ty jesteś przy niej trzeźwy (w miarę), cierpiący, anielski, dobry, błagający, przepraszający.
Że szczęście jej polega n tym, że ty jesteś przy niej taki właśnie - nie nachlany - nie straszący.
Innymi słowy - ma swoje szczęście kojarzyć z tobą - z tobą w pewnej twojej odmianie.
Gdy ją zostawisz samą - ona może dojść do zaskakującego wniosku, że tu nie chodzi o to, że dobrze jej, gdy ty jesteś taki dobry - ale że dobrze jej, gdy ciebie nie ma wcale!
Wtedy zacznie kojarzyć te fakty - że przyczyną jej nieszczęścia jesteś po prostu ty - a nie jedynie twój określony stan - nachlania!
Więc - nie pozwól jej tych faktów skojarzyć!

Co to znaczy w praktyce?
Otóż - zawsze bądź przy niej - siedź, mów, albo tylko siedź - byle nieszczęśliwy lub, gdy nie ma powodu, a tobie jeszcze nie chce się chlać - miły, radosny, ...
I sącz jej ... cały czas sącz ...
Postaraj się, aby nigdy nikt z rodziny, czy znajomych nie starał się jej znaleźć jakiegoś mieszkania na czas twojej agresji - czyli to o czym wyżej pisałam - niech myślą, że ty nie jesteś agresywny, zły - że to jej wina tylko.
Postaraj się, aby ona w razie czego nie miała gdzie czmychnąć - pozbądź się dodatkowych mieszkań, albo je wynajmij.
Doprowadź do tego, aby rodzina jej i twoja uznała, że przede wszystkim należy walczyć o przetrwanie małżeństwa i twoje ciągi to nic takiego - miną i znów będziesz dobry. Niech całe twoje otoczenie sączy jej do ucha hasło: „na dobre i złe”.
Dąż do tego, aby żona nie miała pieniędzy na mieszkanie, jego wynajem, życie - niech będzie zależna od ciebie - niech nie ma gdzie uciec.
Rób wszystko, aby bała się ustawić swoje życie samej - żeby bała się o byt.
W miarę możliwości przyzwyczajaj jej do wysokiego standardu życia - aby czasem nie wpadło jej do głowy, że jest w stanie przeżyć za swoją pensję.
Ale pamiętaj - rób wszystko, aby ona nie miała własnych oszczędności!
Jak ma - to będą upoważnionym do jej, czy wspólnych kont - wyczyść je - zanim je odzyska na drodze sądowej, przyjdzie do ciebie sto razy!

Gdy jednak jej się uda czmychnąć na trochę do jakiegoś mieszkania - sprowadź ją jak najszybciej - nawet kosztem przerwania własnego ciągu - trudno - dla wyższych celów musisz się poświęcić, bo stracisz komfort picia!
I pamiętaj - niech ci do łba nie przyjdzie potem szlachetnie się wyprowadzić, żeby dać jej możliwość zastanowienia się!
Jeśli już, jak skończony idiota to zrobiłeś - zrób wszystko, aby wrócić!
Pamiętaj - każdy dzień działa na twoją niekorzyść!
Każdego dnia do niej dociera to, że to nie twoje picie - ale ty sam jesteś dla niej problemem!
W dodatku - każdego dnia ona ze zdumieniem zacznie odkrywać, że sama sobie daje radę - że twoja nieobecność nie jest tak uciążliwa, jak się jej dotychczas wydawało!
Pamiętaj - to ona umie gotować, prać, sprzątać, prasować!
A te dwa gwoździe? Mąż sąsiadki jej wbije!
A przecież z każdą inną męską robota - i tak nigdy ty tego nie robiłeś, bo byłeś nachlany - i tak zawsze fachowców wzywaliście!
Ona jeszcze z tego sobie nie zdaje sprawę - ale zda, gdy tylko się zorientuje, że ona tak samo dobrze jak ty potrafi podnieść słuchawkę i wezwać owych fachowców!

Nie czekaj! Wracaj! Niech się nie zorientuje, że jest szczęśliwa, gdy Cię nie ma!
Niech się nie zorientuje, że gdy cię nie ma - jest szczęśliwa i spokojna stale - a nie tylko wtedy, gdy ty jesteś trzeźwy!
I niech się nie zorientuje, że twoja obecność ją drażni - że tęskni do chwili, gdy ciebie nie ma!
Pamiętaj - ona ma czuć się szczęśliwa przy tobie - z tobą trzeźwym ma kojarzyć swoje szczęście, a nie z faktem, że ciebie wcale nie ma!

Dzieci.

Chcąc mieć zapewniony w 100% komfort picia, powinieneś alkoholiku wykorzystać przede wszystkim najsilniejszy swój atut – dzieci. Tu jednak musisz nauczyć się planować swoje działania, powstrzymywać swoje emocje, choćby nie wiem jak bardzo żona Cię doprowadzała do szewskiej pasji. Powstrzymywać jednak nie znaczy wyrzekać się ich. Musisz jedynie nauczyć się odkładać je w czasie.

Spróbuję ci wytłumaczyć o co chodzi. A mianowicie kobieta dla swoich dzieci jest gotowa poświęcić swoje życie, swoje dobro, wszystko co ma najlepszego, nawet samą siebie. Gdy nauczysz się to wykorzystywać, możesz mieć gwarancję, że od ciebie nie odjedzie, że będzie nadal tworzyć ci przystań, w której będziesz mógł spokojnie się realizować w piciu i wymuszonych twoim zdrowiem krótkich okresach trzeźwości.
Postaraj się, aby dzieci nie odczuły bezpośredniego zagrożenia z twojej strony. Aby w miarę możliwości nie były świadkami twojego znęcania się (tak psychicznego jak i/lub fizycznego) nad żoną. Wiem, że to momentami może być trudne, bo cię czasem nosi, aby przyłożyć (słowem lub pięścią) jej, ale uwierz mi – naprawdę warto. Nie będziesz miał większej broni w ręku przeciw niej, niż jej własna troska o dobro jej dzieci. Niż jej potrzeba chronienia ich.

Co to oznacza w praktyce?
Zawsze daj czas żonie ochronić dzieci przed wybuchem twojej agresji, przed widokiem twojego upodlenia. Zanim ją dopadniesz daj jej czas, aby zaprowadziła dzieci do ich pokoju, lub jeszcze lepiej do siostry, czy sąsiadki. Zanim obrzucisz ją stekiem najgorszych wyzwisk zacznij od tych w miarę delikatnych – jakby zasygnalizuj, do czego zmierzasz. Wtedy ona w trosce o dzieci, każde im wyjść. Ty będziesz mógł rozwinąć swe skrzydła. To jest dobry moment, aby ją przerazić. Rób to tak, aby żona nie myślała o tym, jak bardzo ona cierpi, ale aby w tym momencie troszczyła się o jedno – o to, aby uchronić dzieci przed byciem świadkami tego koszmaru, który jej właśnie gotujesz. To jest trochę jak balansowanie na linie. Bo powinieneś sprawiać wrażenie, że jak nie będzie ci uległa, jak nie będzie pokorna, jak nie będzie przyjmować twoich razów (słownych lub fizycznych), to może się ta rozróba wydać i dzieci to zobaczą. Niech ona za wszelką cenę stara się temu zapobiec. Wtedy będzie pokornie znosić twoją podłość.
Powinieneś doprowadzić do sytuacji, w której ona będzie bała się ci przeciwstawić, wysuwając koronny argument – że jeśli tak zrobi, to ty wpadniesz w furię, na oczach dzieci. Powinieneś wyrobić w niej dwa przekonania. Pierwsze, że do takiej furii jesteś zdolny. Drugie, że ona swą uległością może zapobiec największemu w jej przekonaniu dramatowi – bycia świadkiem owej furii przez dzieci. W jej umyśle powinieneś wytworzyć przekonanie, że ona cierpiąc jest w stanie przed cierpieniem uchronić dzieci.

Powinieneś w okresach trzeźwości bardzo zabiegać o dzieci. Wygłupiać się z nimi, bawić się, obsypywać je prezentami. Bądź fajny, luzacki, nowoczesny, cwaniacki, … Niech one kojarzą twoje okresy ciągu z zapowiedzią nagrody. Z tym, że gdy wytrzeźwiejesz one dostaną coś w prezencie. Coś czego nie mają inne dzieci. No … mam nadzieję, że stać cię na to.
Powinieneś dzieciom pozwalać na wszystko, czego chcą. Zawsze mów: „Ja się zgadzam, ale wiesz jaka jest matka.” Zapamiętaj raz na zawsze! Masz się zgadzać na wszystko co im do głowy strzeli! Nawet wtedy, gdy sam czujesz, że to bardzo niedobra zachcianka. Nawet wtedy, gdy się na nią wewnętrznie nie zgadzasz. Nie miej bowiem obaw. Nic złego twoim dzieciom się nie stanie.
Jeśli bowiem ta zachcianka będzie dla nich niebezpieczna na pewno zabroni im jej realizacji matka. Możesz być o to spokojny. Ona przejęła całą odpowiedzialność za dom – ciebie, dzieci. Ona to brzemię nosi. I na pewno zapobiegnie nieszczęściu. Ty zaś będziesz mógł powiedzieć: „No sami widzicie. Ja bym wam pozwolił, ale wiecie jaka jest matka.”

Takim swoim postępowaniem doprowadzisz do tego, że żona w swojej ewentualnej decyzji odejścia od ciebie będzie osamotniona. Dzieci będą cię uwielbiać. Będą błagać ją, aby dała ci kolejną szansę i kolejną i kolejną. Ponieważ ona będzie je chronić przed skutkami twojego pijaństwa, twojej agresji one nie będą tego odczuwać boleśnie i będą mówić jej, żeby to przetrzymała, bo jak tato wytrzeźwieje znów będzie wspaniale.

Gdyby żona próbowała odejść od ciebie, będziesz miał w dzieciach wspaniałego sprzymierzeńca. Mów im, że ty kochasz mamę, że je bardzo kochasz, że ty chcesz, aby ona została z wami, ale ona nie chce. Niech one płaczą, histeryzują. Mów im często, że dzieci cię długo nie będą widziały, że nie będą miały z tobą kontaktu. Niech wpadną w rozpacz. Zostaw je w takim stanie z matką, niech ona zbiera jej żniwo. Nie przejmuj się tym, że jutro znów cię zobaczą i mogą w końcu przestać wierzyć w twoje czarne wizje. One przywykły do tego że je okłamujesz, więc i tak to nic nie zmieni. Jak długo się da doprowadzaj je do rozpaczy z powodu decyzji matki.

Muszę Ci jednak powiedzieć, alkoholiku, że jest też inna szkoła. Ale tej ci raczej nie polecam, bo możesz nie mieć wystarczającej determinacji, żeby wprowadzić ją w życie. Ta inna szkoła mówi o tym, że można próbować przerażać żonę tym, że gdy ona będzie niepokorna, to ty skrzywdzisz jej dzieci. Kłopotów jest tu kilka. Jeśli są to również twoje dzieci, to możesz się opamiętać i nie wprowadzić w czyn swoich gróźb, a to podważy twoją wiarygodność w tym, że jesteś zdolny do największej podłości. To z kolei może dać Twojej żonie nadzieję, że uda się jej od Ciebie uwolnić. Po drugie dzieci mogą stanąć po stronie matki i poprzeć jej decyzję o odejściu od ciebie, a jeśli nawet nie poprzeć, to choć zrozumieć. Może się również zdarzyć tak, ż ona w strachu o bezpieczeństwo swoich dzieci po prostu ucieknie przed tobą. Szkoła ta jest więc jedynie szkołą dla twardzieli. Musisz być zdeterminowany w swoim działaniu. A przecież czasem mogą cię ruszyć resztki sumienia. Jeśli wiec nie jesteś w stanie doprowadzić swojej kobiety do stanu „mnie już nikt nie może pomóc” – lepiej zrezygnuj z tej metody."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Domeru



Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:06, 15 Maj 2013    Temat postu:

apina napisał:
A tak BTW - znalazłam ciekawy tekst na jednym forum. Niestety jest to cytat cytatu i nie wiem czyjego jest autorstwa, ale pozwolę sobie go wkleić. Jak dla mnie - całą prawda o żonie alkoholika:


Tyle że tytuł jest nieadekwatny do zawartości. To nie dotyczy żon alkoholików, to dotyczy współuzależnionych. Na nikogo zdrowego to po prostu nie zadziała...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Domeru



Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:16, 15 Maj 2013    Temat postu:

apina napisał:
To jest właśnie to - kiedy Was czytam dostaję kopa i chcę to wszystko zmienić. Potem on trzeźwieje, a ja myślę, że tak już będzie zawsze. Pamiętam jak dobrze się czułam, kiedy pewnego dnia zostawiłam go i się wyniosłam. Meeega spokój i poczucie, że mogę zrobić wszystko. A potem dupa, płakał, prosił, przepraszał i wróciłam. Jak to jest, że nie umiem uczyć się na błędach? Dlaczego ciągle próbuję robić coś, co prowadzi tylko do jednego?


Podstawowy błąd w Twoim rozumowaniu opiera się na jednym nieprawdziwym założeniu. Piszesz, że "trzeźwieje", a tymczasem te przerwy w piciu nie mają absolutnie nic wspólnego z trzeźwością. Jego zachowanie w tym okresie jest oparte wyłącznie na strachu przed konsekwencjami, czyli przed utratą komfortu picia. Ty mu ten komfort zapewniasz, więc nic dziwnego, że powie wszystko co chcesz usłyszeć - to co uważasz za trzeźwość w rzeczywistości jest przygotowaniami do kolejnego picia.

A co do Ciebie, to we współuzależnieniu siedzisz właśnie dlatego, że zamiast z niego wyjść ciągle "próbujesz". Podświadomie z góry zakładasz, że to będzie nieudana próba...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
apina



Dołączył: 13 Gru 2012
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:00, 16 Maj 2013    Temat postu:

Domeru, powiedz - czy jedyne wyjście, to zostawić takiego człowieka? Nie można razem przez to przejść? Nie ma szansy, żeby takie chore małżeństwo wyzdrowiało razem? Kurcze, przecież są ludzie, którzy są ze sobą na dobre i na złe i jakoś im się udaje wyjść z tego bagna. Może chwytam się brzytwy, ale przecież poszedł na terapię, robi coś ze sobą. I co, tak zostawić to wszystko?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna -> Współuzależnienie (koalkoholizm) Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin