Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA
Forum pomocy, wsparcia, wymiany doświadczeń i nadziei...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiem, że potrzebuję pomocy, ale jej nie chcę
Idź do strony 1, 2, 3 ... 15, 16, 17  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna -> Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA)
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:11, 04 Cze 2012    Temat postu: Wiem, że potrzebuję pomocy, ale jej nie chcę

Witam. Do napisania na forum przymierzałem się już trochę czasu i chyba w końcu mogę opisać co mnie boli. Jestem 27 - latkiem, mam dobrą pracę w mundurze, nie najgorsze zarobki, własne mieszkanie i nie wyglądam najgorzej. Problem jednak tkwi w mojej przeszłości, która od dwóch, może trzech lat zaczyna mnie niszczyć. Od kiedy pamiętam w moim domu królował alkohol. Piła mama i pił tata. Mama to z wykształcenia pedagog, 25 lat spędziła w szkole ucząc dzieci. Tata pracował fizycznie w jednej z miejskich firm. Od kiedy pamiętam rodzice lubili często zaglądać do kieliszka i zawsze odbijało się to na mnie i na mojej starszej o dwa lata siostrze. Mama to typ dominatorki, z kolei tata jest bardzo uległy. Z początku lubiliśmy kiedy rodzice pili, bo zazwyczaj nie robili tego sami, a spotykali się ze znajomymi, którzy i nam dostarczali rozrywki. Po pijanemu często bawili się z nami. Panowała wtedy w domu atmosfera rozluźnienia. Problem zaczął się gdy mama do alkoholu skomponowała sobie pakiet proszków uspokajających i nasennych. Mieszanka zmieniała ją w potwora. Potrafiła w zimowe noce wyganiać nas z domu i zamykać drzwi mieszkania. Spaliśmy wtedy po komórkach, garażach, samochodach. Często z nienacka wpadała do naszego pokoju w środku nocy i kazała nam wypierd***ć z domu. Gdy coś jej się w nas nie spodobało chwytała za kabel od prodiża i biła nas tak, że nawet nie potrafię tego opisać. Szczególnie pamiętam wieczór kiedy w pijackim amoku dźgnęła tatę nożem. To było koszmarne przeżycie. Po wszystkim wzywała Policję i zganiała na tatę. Ojciec, to człowiek ze złota. Choć też dużo pił, to był bardzo spokojny i cichy. Można mu zarzucić zbytnią uległość, ale teraz dostrzegam, że ta cecha wzięła się u niego z tego samego powodu, dla którego ja piszę na tym forum. Pamiętam, że w domu nigdy na nic nie było pieniędzy. Były tylko na alkohol. Chodziliśmy w starych ciuchach(choć rodzice nie zarabiali źle) i baliśmy się nawet prosić meme o cokolwiek, bo zawsze kończyło się awanturą, awantura ich piciem, a to kłótnią, rękoczynami i raniącymi słowami. Dopiero po latach jakbym odzyskał pamięć. Często siedzę i przypominam sobie te mroczne czasy. Sam wywnioskowałem, że zaczęło się to od kiedy poszedłem do pracy w Służbie Więziennej oraz rozpocząłem studia pedagogiczne. Kiedy rozmawiam o dzieciństwie ze skazanymi często muszę wychodzić, bo oczy mi się szklą po wysłuchaniu historii tak bardzo podobnych do mojej. Od niedawna też zacząłem opowiadać swoje przeżycia niektórym znajomym ale często spotykam się z brakiem zrozumienia. Dziś przemoc rodzinna jest nagłaśniana i ludzie zwracają na to uwagę. Coś takiego co przeżyliśmy z siostrą w przeszłości w dzisiejszych czasach nie miałoby prawa się wydarzyć. Pamiętam, że ludzie szanowali moją mamę z tytułu zawodu. Kiedyś tak było. Nikt nie wtrącał się do naszego życia, nikt nie reagował gdy na połowę wsi słychać było nasze krzyki, trzask bitych butelek i odgłosy bicia. Moja mam nie biła tylko nas, ale i ojca. Brzmi to śmiesznie, ale zapewniam, że dla dziesięciolatka nie jest to zabawne, kiedy widzi mamę bijącą tatę metalowym tłuczkiem do mięsa, czy chwytającą nóż w pośpiechu i biegnącą w jego stronę. To przerażające. To przerażające kiedy do pokoju w środku nocy wpada ukochana ci osoba i z całych sił wyzywa od najgorszych. Do dziś budzę się w nocy kiedy tylko usłyszę jakiś hałas. Często tak wybiegaliśmy z pokoju w środku nocy, bo rodzice się bili. Koszmar zaczynał się wtedy kiedy tata miał już dość i z płaczem uciekał z domu. My w nim zostawaliśmy, a niepohamowana energia mamy kumulowała się na nas. Nie pamiętam już ile razy spaliśmy poza domem, kiedy następnego dnia trzeba było wstać i iść do szkoły. Nie pamiętam ile razy chodziłem i ukrywałem sine ślady pod ubraniem. Najgorzej było kiedy nasz strach zmuszał nas do zamykania drzwi pokoju na zamek. To jak scena z horroru gdy ktoś dobija się do drzwi, a ty nie wiesz co się stanie kiedy się one otworzą. Po latach zdałem sobie sprawę jaką krzywdą jesteśmy obarczeni. Kiedy mieliśmy 12 i 14 lat chodziliśmy na truskawki żeby zarobić na dzień matki na jej urodziny, a siostra na bilet do szkoły. Pamiętam do dziś jak w piętnastostopniowy mróz jechałem rowerem 5 km do szkoły, a po drodze mijał mnie autobus pełen moich kolegów, którzy mi machali i się ze mnie śmiali. Całe 4 lata do liceum jeździłem rowerem bo bałem się poprosić mamę o pieniądze na bilet. Jak wspomniałem dziś mam 27 lat mam też już wyższe wykształcenie i staram się o tytuł magistra resocjalizacji. Mam w grupie wielu kolegów i koleżanek, którzy poszli na ten kierunek bo nie jest on wymagający. Ja jednak jestem tam, bo wiem co to destrukcyjne dzieciństwo i okres dojrzewania. Kiedy byłem jeszcze w liceum chciałem studiować medycynę. Bardzo lubiłem zajęcia z anatomii człowieka. W szkole miałem jedne z najlepszych wyników w nauce, ale choroba moich rodziców przekreślała moje plany i marzenia. Już w pierwszej klasie duży wpływ wywarła na mnie moja polonistka, która zauważyła, że mam dobrą dykcję. Była to kobieta bardzo wymagająca, ale to tak naprawdę ona stała się moim autorytetem, którym powinna być matka. Z czasem namówiła mnie na pracę w mundurze. Jej mąż też był mundurowym i oboje można powiedzieć, że mnie wychowali. Po liceum pracowałem 2 lata w fabryce, a potem zgłosiłem się do służby kandydackiej w Policji. Niestety nie udało mi się dostać do służby zawodowej. Jednak to otworzyło mi drogę kariery w SW. I chyba mogę powiedzieć, że dobrze się stało. Po roku pracy w więzieniu kupiłem mieszkanie, ale popełniłem fatalny błąd wprowadzając się do niego, ponieważ jest ono piętro nad rodzicami. Pomiędzy liceum, a pracą w Policji rodzice przestali pić i zaliczyli odwyk. Teraz mieszkam nad nimi. Rodzice nie piją już od 7 lat i wiedzie im się nie najgorzej. Mama pracuje w punkcie AA (ze szkoły ją zwolnili) jako terapeutka, a tata zachował poprzednią pracę. Niestety żeby życie nie było zbyt lekkie pojawił się problem z moim charakterem. Kiedy pracowałem w fabryce związałem się z dziewczyną. Była typem strasznej dominatorki(teraz już znam przyczynę tak silnego uczucia do niej) zakochałem się w niej bez pamięci nie widząc jak okropnie mnie wykorzystuje. Dziewczyna wyciągnęła ze mnie cały dobry charakter jaki miałem. Kłótnie były naszą codziennością. Zmieniła mnie o 180 stopni. Po prawie 2,5 rocznym związku w końcu się rozstaliśmy i tu zaczął się mój problem. Całkowicie odmieniony, służbą w Policji w bardzo odległym mieście i związkiem z nią, zauważyłem, że obdarty jestem z całej niewinności jaką miałem. Zacząłem więc szukać kogoś na jej podobieństwo, bo to ona dostarczała potrzebnych mi emocji. Wiązałem się z jedną, potem z następną i kolejną. Każdą raniłem i zostawiałem. Z czasem zacząłem je wykorzystywać grając na ich emocjach. Jakieś dwa lata temu związałem się z Magdą. Nawet się zaręczyliśmy. Myślałem, że to jest to jednak po 6 miesiącach zerwałem zaręczyny bo po prostu chciałem być sam. Nie mogłem znieść ingerencji w moje życie, chciałem być dalej samodzielny. Dziewczyna nie pozostała mi dłużna. Po kilku dniach los zaprowadził ją do sypialni mojego przyjaciela, brata, kogoś kto był częścią mnie. Po jakimś czasie Magda przyznał mi się do tego, ale oboje twierdzą do dziś, że zbliżenia fizycznego między nimi nie było. Do tej kobiety nie mam żadnych pretensji , ale ogromną krzywdę sprawił mi fakt, że mój przyjaciel, który był dla mnie wszystkim tak mnie zawiódł. Prawie rok nie mogłem sobie z tym poradzić. Teraz mamy bardzo sporadyczny kontakt. W międzyczasie mając poczucie winy i krzywdy jaką Magdzie zasponsorowałem zacząłem się z nią spotykać. Ze spotkań tych wynikła jej ciąża. Obecnie mamy trzymiesięcznego synka. Mimo, że życie bym za nich oddał nie potrafię być z nimi. Nie po tym wszystkim. Nigdy nie miałem zdrowego przykładu rodziny. Jestem bardzo nerwowy i wolę być weekendowym tatą niż zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Jestem przekonany że pozbawiając go ojca wybieram mniejsze zło. Jestem człowiekiem bardzo pogodnym, towarzyskim, a ludzie określają mnie jako takiego zabawnisia, bez którego byłoby nudno. Jednak to tylko pozory. Wewnątrz aż kipie. Mam w sobie taką złość, że czasem obrywają rzeczy stające mi na drodze. Jakby tego było mało nie potrafię się postawić. W pracy jestem pomiatany, a najlepiej dogaduje się z osadzonymi choć nigdy nie dałem się im zmanipulować. Często to ja manipuluję, szczególnie kobietami, których nigdy mi nie brakuje. Jestem zły na siebie, że bawię się ich emocjami, wrażliwością i w bardzo przemyślany sposób oddziałowuję na ich uczucia. Nie chcę się kiedykolwiek z kimkolwiek wiązać, bo nie wierzę już w uczucie, nie wierzę w instytucję małżeństwa i nie wierzę w rodzinę. Nie wierzę też żeby ktokolwiek mógł mi pomóc. Z góry traktuję psychologów z dobrych domów bo wiem jak ma się teoria do praktyki. Mamy i jej całej rodziny często nie trawię. Szczególnie jej materializmu. Mieszkam piętro wyżej, a traktuje ich jak sąsiadów, a nie rodzinę. Z siostrą prawie nie utrzymuje kontaktów, ale z cząstkowych informacji wiem, że ma podobne problemy choć założyła rodzinę. Mam wielu znajomych, ale nikt nie rozumie tego co do nich mówię kiedy opowiadam o tym jakim człowiekiem jestem i dlaczego taki jestem. Faceci się mnie boją bo potrafię dogłębnie przeanalizować ich charakter i zachowanie(nawet po krótkiej znajomości), a kobiety intryguje moja pewność siebie w kontaktach z nimi połączona z nieśmiałością prezentowaną wtedy kiedy trzeba. Często wychodząc do miasta wieczorami nie wracam sam. W pracy natomiast okazuję wobec przełożonych uległość, którą mam po ojcu i często jestem wykorzystywany. Jestem samotny wiem, że tego chcę. Nie wierzę w pomoc, ale wiem, że jej potrzebuje, bo mój charakter , to kim i jaki jestem oraz to co przeżyłem może doprowadzić mnie do picia. Boję się tego. Przepraszam za stylistykę i inne błędy.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kamil44 dnia Wto 19:14, 05 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Meszuge



Dołączył: 12 Maj 2009
Posty: 7872
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:30, 04 Cze 2012    Temat postu:

Ciekawa i smutna historia...
A pomoc... Pomóc można komuś, kto tej pomocy pragnie, prosi o nią, komuś, komu życie już tak dokopało, że dalej już tak nie chce, nie potrafi, nie może. Komuś, kto jest gotów zrobić wszystko, by się zmieniło, by było inaczej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:38, 04 Cze 2012    Temat postu:

Myślę, że sam wpis jest moim może takim trochę nieświadomym do końca wołaniem o pomoc. Jest mi wygodnie ze sobą nie chce pomocy, bo od zawsze ze wszystkim radziłem sobie sam. Przekazać siebie innej osobie nie jest łatwo. Nawet jeśli ta osoba ma pomóc. Porównam to do zwierzęcia złapanego w sidła, do którego podchodzi człowiek by mu pomóc się wydostać. Mimo iż zwierze czuje, że człowiek przyszedł w dobrych intencjach warczy na niego. W takich sidłach jestem ja. Z mojego punktu widzenia to o wiele bardziej skomplikowane. Wiem, że dobrze się stało, że trafiłem tu na to forum. Siedzę tu od południa i czytam i jestem przerażony ile tu wymienionych cech pasuje do mojego charakteru. Ile podobnych historii. Mam nadzieję, że to forum to będzie pierwszy krok. Dziękuję.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
szprotka



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 17
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:49, 04 Cze 2012    Temat postu:

CZŁOWIEK NIE ZAWSZE JEST W STANIE SOBIE PORADZIC SAM CZASAMI POTRZEBUJE POMOCY ALE MUSI JEJ CHCIEC.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomoe



Dołączył: 15 Maj 2009
Posty: 5661
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 164 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:52, 04 Cze 2012    Temat postu:

Witaj, Kamilu.
To co napisałeś o sobie i swoim dzieciństwie, w języku fachowców nazywa się "przełamaniem tabu" i jest bardzo ważnym krokiem ku zmianie.
Ale internet pozwala ci zachować "bezpieczny" w twoim mniemaniu dystans do siebie, swoich emocji, do całej tej historii i do wszystkich, którzy ją będą czytali.
Gdybyś to samo opowiedział - a może przeczytał - żywemu człowiekowi, albo grupie żywych ludzi, na głos - przeżyłbyś to znacznie bardziej intensywnie.
Oglądałeś "Księcia przypływów"?
Przełom następuje wtedy, gdy główny bohater wybucha płaczem.
Te łzy są oczyszczające, ale to nie jest koniec zmiany. To jest dopiero początek.

Zachowaj sobie ten post, którym zacząłeś swoją bytność tutaj. Może go kiedyś komuś przeczytasz na głos, aby się skonfrontować ze swoimi własnymi uczuciami, aby je odmrozić.
Tego ci życzę. Cool


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tomoe dnia Pon 21:53, 04 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:23, 04 Cze 2012    Temat postu:

kamil44 napisał:
Jest mi wygodnie ze sobą nie chce pomocy, bo od zawsze ze wszystkim radziłem sobie sam.


Chyba nie do końca sobie jednak radzisz...
Nie martw się jednak. Nie Ty pierwszy odkryłeś, że człowiek nie jest samowystarczalny i że potrzebuje innych ludzi i jakiejś szczerej, prawdziwej relacji. Witaj w klubie! Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:31, 04 Cze 2012    Temat postu:

Fakt nie do końca. Najgorsze są chwile głębokiego niepokoju. W takich sytuacjach wychodzę z domu, staram się nie być sam. Ale nie jestem chyba jeszcze gotowy na wyznania w realu. Takie wśród ludzi z podobnymi problemami.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 7:05, 05 Cze 2012    Temat postu:

kamil44 napisał:
Ale nie jestem chyba jeszcze gotowy na wyznania w realu. Takie wśród ludzi z podobnymi problemami.


Wiesz... "szczere wyznania" same w sobie niekoniecznie muszą pomóc. Ja do momentu, w którym odkryłem alkohol i zacząłem go pić w ilościach hurtowych (czyli ok 21 roku życia) byłem prawie całkiem zamknięty w sobie i było zero szczerych wyznań. Pijąc rozgrzebałem to wszystko w rozmowach z innymi ludźmi, którzy również opowiadali mi o swoich tragicznych przejściach. Na dłuższą metę w ogóle mi to nie pomagało, a jedynie przynosiło doraźną ulgę. Jakbym zażywał środki przeciwbólowe zamiast iść do dentysty i wyleczyć bolący ząb.

Zupełnie inna sprawa gdy, w ramach terapii uzależnień(pogłębionej) zacząłem podczas sesji indywidualnych omawiać dzieciństwo z terapeutami. Dotarło do mnie, że oni i tak to wszystko wiedzą. Może nie znają detali mojej biografii, ale w sumie to się wszystko w kółko powtarza. Pracując z ludźmi nasłuchali się tych historii i ciągle to samo się przewija. Przemoc domowa, manipulacje, kłamstwa, skrzywdzone dzieci, rodziny. Dlatego poczułem się bezpiecznie i mogłem o tym mówić co się działo w domu, co czułem i czuję wobec rodziców.

Jak przyjdzie odpowiedni czas, to i na terapię DDA się wybiorę - tak mi się wydaje.

Opisałeś jak manipulujesz ludźmi. Kiedyś by mi to imponowało. Dziś już nie, bo po prostu wiem jakie to męczące i stresujące jest gdy się ciągle musi być czujnym i uważać na wszystko co się mówi, co się robi, co się komu powiedziało itd. No i to uczucie samotności. Bo jak już przechytrzę wszystkich, to nimi gardzę. A jak gardzę, to nie traktuję innych na równi i nie będę czuł się częścią społeczności...
A człowiek jest przecież istotą społeczną i potrzebuje być z innymi. Błędne koło.
Na szczęście są terapie i można sobie z tym radzić! Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:15, 05 Cze 2012    Temat postu:

Tatar strzeliłeś w 10 z ostatnim akapitem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:47, 05 Cze 2012    Temat postu:

Dzięki! Opisałem po prostu wycinek moich doświadczeń... Smile

Teraz masz wybór: możesz pójść pogadać z jakimś terapeutą od DDA. Poczytać też warto, ale lektury nie pomogą w realnym życiu.

W ramach terapii można zająć się z czasem różnymi problemami, które opisałeś. Np tą uległością wobec przełożonych. To jest mi aż za dobrze znane.

Życzę powodzenia! Smile

P.S. Z racji wykonywanego zawodu nie powinieneś się raczej obawiać terapii...? Przecież to w pewnym sensie pokrewne tematy. Tyle, że tym razem to Ty miałbyś przyjść do kogoś a nie ktoś do Ciebie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:03, 05 Cze 2012    Temat postu:

Czytam...Mnóstwo cech wymienionych na tym forum zauważam u siebie. Od napadów lęku, które odczuwam najsilniej, przez wściekłość, po dolegliwości fizyczne. Wcześniej nie podejrzewałem, że może mieć to związek z moim dzieciństwem i wiekiem młodzieńczym. Przypisywałem to raczej do rodzaju charakteru. Dziś w pracy zadzwoniłem do ośrodka (innego niż ten, w którym pracuje moja matka) i umówiłem się na spotkanie z terapeutą DDA. Jednak wciąż zadaje sobie pytania: Czy w ogóle zdecyduję się pójść? Czy jeśli pójdę, to zostanę potraktowany indywidualnie? Czy terapeuta okaże się dobrym fachowcem? Czy dam radę opowiedzieć o wszystkim? Czy brak wiary w pomoc będzie mi przeszkadzać? Wszystkiego tego nie wiem, ale chciałbym spotkać tam kogoś, kto odczyta mój prawdziwy charakter pomimo tego że będę zakrywał się pozorami. Chciałbym, by wreszcie ktoś mną się zainteresował na tyle żebym i ja to zauważył. Chciałbym, by ktoś zrozumiał i dlatego tak bardzo brak mi wiary w specjalistów. Bo jak można pomóc komuś z takimi przypadłościami nie przeżywając tego samego co on. Z drugiej strony w pracy widzę też ludzi, f-szy nazywających się wychowawcami. Z całej tej grupy nadaje się tylko garstka, którą można zliczyć na palcach jednej ręki. Reszta z wychowaniem i z oddziaływaniem na innych nie ma nic wspólnego. Człowieka(osadzonego) potrafią traktować z góry bez zainteresowani, a przede wszystkim bez zachowania zasady indywidualności. Tego chyba obawiam się najbardziej. Samej terapii się nie boję, bo jeśli już poczuję, że ktoś okazuje mi odpowiednie zainteresowanie będę czuł się dobrze. Niestety liczyć się będzie pierwsze wrażenie.

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sodaksa



Dołączył: 05 Cze 2012
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:16, 05 Cze 2012    Temat postu:

hej Kamil powiem Ci szczerze że zainponowałeś mi opisując cząstkę a nawet ATOM swojego życia i że znalazłeś odwagę żeby się podzielić swoimi przeżyciami choćby na forum:->GRATULUJĘ:->jednak forum nie rozwiąże problemu,,, terapia z ludźmi na live jest o wiele uwież mi wiele skuteczniejsza:-D pamiętaj że musisz być lepszy od rodziców i próbować utkać życie na nowo czyli załozyć normalną rodzinę bo z tego co opisywałeś to potomka już masz i wiedz że teraz JEGO szczęście jest najważniejsze i to ON potrzebuje ojcowskiej miłości,nawet jeśli myślisz że sobie nie poradzisz... to jest błąd,ponieważ nie można powielać błędów rodziców tylko robić wszystko żeby było o niebo lepiej:-D

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:30, 05 Cze 2012    Temat postu:

Przepraszam Sodaksa, ale wiele razy już to słyszałem. Wiem, że jego szczęście jest najważniejsze i dlatego w jego życiu będę występował sporadycznie. Boje się śmiertelnie, że mógłbym go skrzywdzić. Następna sprawa, to brak jakiegokolwiek uczucia do jego matki. Mam duże doświadczenie z kobietami, ale uwierz mi nie potrafię dawać od siebie na siłę. W całym dotychczasowym życiu kochałem tylko raz, a im bardziej analizuje to uczucie tym jestem pewniejszy, że to nie była miłość, a tylko zależność od dostarczanych mi emocji, których potrzebowałem i potrzebuję z racji swoich przeżyć. Stabilizacja za każdym razem mnie powoli zabijała. Była euforia na początku, a potem spokój i nuda. I to zawsze kończyło moje związki. Nie wiem czy w ogóle wytrzymałbym z kimkolwiek. Lubię ludzi, jestem towarzyski, ale tylko dopóki jest dystans. Kiedy ktoś wkracza na mój teren ranię go. Kiedy poznaję kobietę i wiem, że jej się podobam doprowadzam ją do momentu kiedy pokazuje mi, że jej zależy, kiedy się angażuje i wtedy zostawiam bo wiem co będzie dalej. Jestem egoistą. Przepraszam, ale jesteście pierwsi. Nigdy o tym nie pisałem ani nie mówiłem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:07, 05 Cze 2012    Temat postu:

kamil44 napisał:
Jestem egoistą. Przepraszam, ale jesteście pierwsi. Nigdy o tym nie pisałem ani nie mówiłem.


Spoko Smile
Nie przejmuj się. To widać już po pierwszym poście. Widać zresztą dużo więcej...

Ale to w tej chwili nie ważne.
Ważne jest abyś Ty mógł to zobaczyć, przetrawić, przeżyć i poukładać. W jakichś bezpiecznych warunkach.

A co do terapeuty, to nie martw się na zapas. Smile
Nie spodoba Ci się, to możesz zmienić...
Nikt nie jest doskonały. Terapeuta też jest człowiekiem i też się czasem myli. Ale ma wykształcenie oraz doświadczenie. No i co najważniejsze widzi pacjenta "z boku", czyli ma dystans. Samemu się terapeutyzować nie sposób bo nie ma się właśnie tego dystansu.

Jak to mówi mój znajomy: Wiesz jaką przewagę ma trener nad piłkarzem?(piłkarz może przewyższać trenera pod każdym względem w dziedzinie piłki nożnej) Taką, że piłkarz nie widzi czubka swojego nosa, a trener, patrząc z boku, widzi go doskonale... Smile

Działaj i pisz co tam u Ciebie! Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 30 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:38, 05 Cze 2012    Temat postu:

Wiem, że widać w moim poście rzeczy, które tylko WY możecie dostrzec i dlatego ten ciężar pamiętania co napisałem w pierwszym poście mam zerowy. Tu wszyscy wiedzą o co chodzi...Bardzo jestem zadowolony, że trafiłem na to forum.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna -> Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 15, 16, 17  Następny
Strona 1 z 17

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin