Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA
Forum pomocy, wsparcia, wymiany doświadczeń i nadziei...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiem, że potrzebuję pomocy, ale jej nie chcę
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 15, 16, 17  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna -> Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA)
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:00, 29 Cze 2012    Temat postu:

Jaśmin napisał:

... Ja własnie czuje sie jak ubezwłasnowolniona przez swojego męża. Osaczona i wydaje mi się, że najchętniej rozpisał by mi harmonogram korzystania z toalety. Każde jego pytanie typu: dokąd jedziesz, kiedy będziesz, po co tam idziesz? Odbieram jak atak na moją i tak ograniczoną przez niego wolność osobistą. Dusze sie, a jednocześnie boje sie każdego "przeciwstawienia" i każda moja samodzielna decyzja spędzania czasu bez niego i bez jego aprobaty (przyzwolenia) okupowana jest moim złym samopoczuciem , poczuciem winy i emocjonalnego rozbicia.

Takie dwie sprzeczności we mnie siedzą. Chciałabym byc "wolna" a "boje sie". Chce i potrzebuje prywatności, staram sie o nia walczyć, ale wciąż mimo wszystko szukam u niego "przyzwolenia i akceptacji.


Dobrze, że to zauważasz, uświadamiasz sobie. To już jakiś krok. Rozmawiaj o swojej sytuacji, szukaj rozwiązań, nie daj się wrobić mężowi w poczucie winy. Każdy ma prawo do swoich poglądów a inni nie mogą nic narzucać siłą. Twojemu mężowi się to nie podoba, bo on po prostu czuje strach(być może nie uświadamia sobie tego nawet) że straci kontrolę nad sytuacją, że nie będziesz podatna na jego manipulacje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaśmin



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:06, 29 Cze 2012    Temat postu:

Własnie mi sie przypomniała akcja sprzed kilku tygodni ... apropo nadmiernej kontroli. Odważyłam się wyskoczyć SAMA na basen. Jak wróciłam go nie było, był na spacerze z córką. Jak wrócił doskoczył do mnie i zarzucił pytaniami, typu "gdzie byłam", bo on był pod basenem i jakoś mnie nie spotkał !!!!
Oczywiście pierwsza moja reakcja polegała na tłumaczeniu się, że musiliśmy się minąć, bo ja naprawde z basenu prosto do domu itd. On jak by był głuchy. W koncu mu wykrzyczałam, że ma za mną nie łazić, to się nie bedzie wkurzał!

Masz racje:
"Co do twojej sytuacji- jest powiedzenie, przeważnie bardzo znienawidzone, że ludzie traktują cię tak, jak sobie na to pozwolisz. To szczera prawda."

Ale ja nawet nie umiem bez emocji pomysleć o przeciwstawieniu sie mu, choć Bóg mi świadkiem, że wciąż próbuje. Ciąży mi ta chora relacja.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:23, 29 Cze 2012    Temat postu:

Jaśmin napisał:

Ale ja nawet nie umiem bez emocji pomysleć o przeciwstawieniu sie mu, choć Bóg mi świadkiem, że wciąż próbuje. Ciąży mi ta chora relacja.


Tak, to ciąży, ale jednocześnie nie ma się siły ani odwagi tego przerwać. Nawet spróbować...

Tak wygląda małżeństwo moich rodziców i ja boję się ojca do dziś, choć mam 30 lat. Tyle, że już nie daję sobą manipulować, nie jestem na każde jego zawołanie ani nie daję sobie narzucić jego pomocy. Bo on jest bardzo skory do pomagania innym(ale tylko wg swojego planu - bo przecież wie lepiej)

Uniezależnienie stało się możliwe gdy zacząłem zarabiać. Ale samo się to nie stało. Musiałem nauczyć się mówić: "nie". On oczywiście żądał wyjaśnień, ja plątałem się w kłamstwach. Ale stopniowo dzięki terapii i dzięki kontaktowi z ludźmi o podobnych problemach nauczyłem się inaczej rozmawiać i to zaczęło z czasem działać. Ustaliły się granice, choć wydawało mi się to kiedyś niemożliwe. Oczywiście problemy miałem i mam w relacjach ze wszystkimi ludźmi, ale ojciec był najtrudniejszy.

To o czym Ty piszesz obserwuję na bieżąco u mojej matki. Ona nie odchodzi od ojca. Widocznie żyje się jej na tyle znośnie(chociaż narzeka non-stop od wielu lat) że nie musi nic zmieniać...

To jest właśnie główne pytanie: jest znośnie czy nie? Bo jak jest, to można się przemęczyć do końca życia. Taka droga krzyżowa... tyle, że niepotrzebna(moim zdaniem) bo wystarczy, że Jezus już nią przeszedł za nas...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
fukisazi



Dołączył: 16 Cze 2012
Posty: 26
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:27, 29 Cze 2012    Temat postu:

Jaśmin napisał:
Ale ja nawet nie umiem bez emocji pomysleć o przeciwstawieniu sie mu, choć Bóg mi świadkiem, że wciąż próbuje. Ciąży mi ta chora relacja.

Myślisz, że ja potrafiłam??? Ile razy była sytuacja że gdzieś byłam, np. u koleżanki albo w klubie fitness, gdziekolwiek w zasadzie, a on wydzwaniał, wyzywał mnie od najgorszych i posądzał o spotkanie z "frajerem", a ja potrafiłam się przy ludziach rozpłakać, tłumaczyć że robię to co robię, czyli rozmawiam z koleżanką, ćwiczę... A NIE P***DOLĘ SIĘ ;/ . Teraz wiem, że tłumaczenie się to największy błąd jaki można popełnić- ty dobrze zrobiłaś mówiąc mężowi żeby przestał się za tobą włóczyć. Tak jak powiedział tartar, ludzie którzy zachowują się w taki sposób jak twój mąż czy mój eks obawiają się utraty kontroli, a ja dodam że moim zdaniem mają bardzo niskie poczucie własnej wartości- bo kto normalny szpieguje partnera czy posądza go o zdradę bez żadnego powodu? Z moim byłym próbowałam rozmawiać, ale w przypadku kogoś z jego typem charakteru, do tego pijącym i nadużywającym psychotropów, nie dało to żadnych efektów. Odeszłam od niego, ale też go to nic nie nauczyło, wręcz przeciwnie- w jego opinii to ja zrobiłam źle, to ja byłam zła przez te wszystkie lata. Dlatego uważam że trzeba dać szansę i próbować walczyć o związek, ale to nie może trwać w nieskończoność, szczególnie gdy u partnera nie widać chęci poprawy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Pią 13:38, 29 Cze 2012    Temat postu:

robin napisał:
camel napisał:


To może Ci ułatwię sprawę: kiedyś wystarczył szmal, teraz trzeba mieć wygląd karka oraz ukończony doktorat na studiach, resztę kontrastów i sprzeczności może daruję...

Poza tym współczesne związki to właśnie taki sponsoring, sponsoring nie formalny ale z mojego punktu widzenia jednak.


To teraz ja ułatwię Ci sprawę, bo najwyraźniej sam masz problem z czytaniem ze zrozumieniem Smile Jak ma się sponsoring do tego co zostało tu ustalone, że partnerzy nie powinni być od siebie zależni finansowo?

A jeśli uważasz, że kobiety lecą na szmal.. No cóż, pewnie niektóre takie właśnie są, ale są też takie i ja do takich się zaliczam, dla których ważniejsze od stanu konta (bo to może się szybko zmienić) jest w jaki sposób facet pieniędzmi dysponuje.


Ogólnie nie potrzebnie wdałem się w tą boksersko-damską różnice zdań (ale skoro się już tak źle stało to), ale to właśnie ta osoba robin była dla mnie iskierką prowoderstwa, otóż gwiazdeczka poszła o krok dalej (moich rozważań) przenosząc "szmal" na "zarabianie szmalu". To trochę tak jak małpę nauczyć rozbijać kamieniem orzechy, robin.
Powrót do góry
Jaśmin



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 14:01, 29 Cze 2012    Temat postu:

tatar napisał:
Uniezależnienie stało się możliwe gdy zacząłem zarabiać. Ale samo się to nie stało. Musiałem nauczyć się mówić: "nie". On oczywiście żądał wyjaśnień, ja plątałem się w kłamstwach. Ale stopniowo dzięki terapii i dzięki kontaktowi z ludźmi o podobnych problemach nauczyłem się inaczej rozmawiać i to zaczęło z czasem działać. Ustaliły się granice, choć wydawało mi się to kiedyś niemożliwe. Oczywiście problemy miałem i mam w relacjach ze wszystkimi ludźmi, ale ojciec był najtrudniejszy.


Jak na ironię losu mój M nie pracuje od 2 lat. Od pół roku nie dokłada się do utrzymania domu. Od stycznia płaci mi tylko zasądzone alimenty.
Skoro Ty uniezależniłeś się kiedy zaczołeś zarabiać, to co musi się stać bym ja sie "wyzwoliła"?

A co do podobnych relacji .... mam problem chyba ze wszystkimi ludzmi. Ale takim największym jest mój M i jego mamusia, a moja tesciowa.
Próbuje się od jej wpływu tez uwolnić.
Spakowałabym ich oboje i odesłała w kosmos, tylko czy mi to pomoże, skoro problem jest ze mną?

Pani psycholog zadała mi zadanie domowe: w pięć dni mam zrobić 5 rzeczy tylko dla siebie. Usmiałam się kiedy mi to powiedziała. A teraz sie wije, by coś takiego wymyśleć. A jeśli już to okupuje to poczuciem winy i wyrzutami sumienia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaśmin



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 14:08, 29 Cze 2012    Temat postu:

fukisazi napisał:
Teraz wiem, że tłumaczenie się to największy błąd jaki można popełnić- ty dobrze zrobiłaś mówiąc mężowi żeby przestał się za tobą włóczyć.


Ale pierwsza reakcja była okupiona moim strachem, tłumaczeniem ... dopiero w pewnym momencie zapaliło mi się światełko.

Ja żyje w ciągłym strachu.
A ten strach bywa z róznych powodów, jednak zawsze jego przyczyną jest postępowanie M.

Strach o jego picie, choć wiem, że nia mam na to wpływu; strach o jego reakcje na moje postępowanie, na to co zrobie, albo na to czego nie zrobie. Wciaż czuje się jak bym cos źle robiła, jak bym nie miała czystego sumienia, jak bym wciąż była w szkole pod czujnym okiem surowego i despotycznego nauczyciela.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
robin
Gość





PostWysłany: Pią 16:00, 29 Cze 2012    Temat postu:

camel napisał:


Ogólnie nie potrzebnie wdałem się w tą boksersko-damską różnice zdań (ale skoro się już tak źle stało to), ale to właśnie ta osoba robin była dla mnie iskierką prowoderstwa, otóż gwiazdeczka poszła o krok dalej (moich rozważań) przenosząc "szmal" na "zarabianie szmalu". To trochę tak jak małpę nauczyć rozbijać kamieniem orzechy, robin.


Ja za to od samego początku nie widzę Twojego toku i jak dla mnie nie są to rozważania, a jakaś nieudolna próba zrzucenia winy na cały żeński ród za to, że masz/nie masz szmalu, umiesz/nie umiesz go zarabiać.

A mi to koło pupy lata. Można patrzeć sobie w oczka i klepać słodko biedę, ale akurat ja jestem zainteresowana patrzeniem sobie w oczka w dobrze wyposażonym domu z ogrodem i nie wierzę, że takie rzeczy to tylko w erze Smile

Takie życie. Jeśli się na to nie godzisz to zawsze możesz zaśpiewać sobie whisky moja żono Smile
Powrót do góry
kamil44



Dołączył: 31 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 7:08, 30 Cze 2012    Temat postu:

tatar napisał:
Tomoe napisał:
Satchkat napisał:

W ogole to watek widze poplynal z kamilowego DDA


No co? Dzieciaki lubią się czasem pobawić samochodzikami. Very Happy


Pokażcie mi jakiś wątek na tym forum, który nie "popłynął"... Smile

Kamilu, czy temat "Wiem, że potrzebuję pomocy, ale jej nie chcę" jest wciąż aktualny? Może już chcesz?


Tak to jest jak kobiety są większością Very Happy . Przykładowy temat auta z facetem skończyłby się: a jakie fele, jaki silnik, jakie to, jakie tamto itd. Standardowa rozmowa przewidywalna w 100%. Natomiast z kobietami taki temat jest nieprzewidywalny. Potraficie przekręcić wszystko do góry nogami i przekonać, że tak właśnie ma być Smile . Dlatego większość moich znajomych jest płci przeciwnej niż moja. Lubię kiedy rozmowa jest nieprzewidywalna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 31 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 7:25, 30 Cze 2012    Temat postu:

[/quote]Myślę, że on też ma szczęście że mnie poznał, mimo że do jego stuprocentowego ideału mi daleko Wink
Nie było łatwo, musiałam nad sobą popracować bo na początku naszej znajomości też za bardzo naciskałam, "kończyłam to" chyba kilkanaście razy z powodu jego dziwnej (jak mi się wtedy wydawało) postawy i potrzeby izolacji. Nie rozumiałam czemu nie chce się ze mną spotkać skoro ma wolne albo że denerwują go codzienne rozmowy telefoniczne... W końcu przemyślałam sobie wszystko pod kątem moich własnych odczuć na temat narzucania mi się przez np. koleżanki- im bardziej któraś naciska, tym bardziej się odsuwam, nie odczuwam ich nadmiernego zainteresowania jako troski oraz sympatii, tylko naruszanie mojej prywatnej przestrzeni, uporczywe nękanie wręcz. Trudno jest o kobietę która potrafiłaby to zrozumieć i zaakceptować, niezależnie od roli w jakiej występuje (partnerka dla mężczyzny, koleżanka dla kobiety)- one chciałyby być wiecznie blisko osoby którą darzą miłością czy przyjaźnią, ja to odbieram jako osaczanie, oplatanie jak trujący bluszcz, odbieranie niezbędnej, wolnej od kogokolwiek przestrzeni życiowej. Jeżeli się sprzeciwić, to od razu są rozważania czy się nie obraziłam, o co mi chodzi, czy coś złego się stało... Tak jakby człowiek nie miał prawa po prostu chcieć pobyć SAMEMU ZE SOBĄ :/ . Dlatego właśnie jeżeli już myślę o wspólnym życiu z moim mężczyzną, to widzę nas w minimum dwupokojowym mieszkaniu, i to nie na zasadzie że jedno przeprowadza się do drugiego (czyli wkracza na jego teren opuszczając swój, przez co wchodzi w jakby podległą rolę), tylko wprowadzamy się do zupełnie nowego lokum, przez co oboje w równym stopniu musimy się starać przystosować do nowej sytuacji i odsuwać na bok różne swoje przywary i przyzwyczajenia. Każde z nas miałoby swój pokój i mogło w nim robić co mu się podoba- to ma znaczenie szczególnie jeżeli jedno z partnerów jest pedantem, a drugie lepiej się czuje w "artystycznym nieładzie" (tak jak u nas). O wspólne części mieszkania dbalibyśmy razem, każde w równym stopniu, bez wprowadzania "indywidualnych rządów" związanych z charakterem... Nie wyobrażam sobie mieszkania (nawet z nim, miłością mojego życia) w jednym pokoju, oboje byśmy się "udusili".[/quote]

Nie pamiętam czy w którymś poście wspominałaś o tym. Czy próbowałaś terapii? Ciekawy jestem czy gdyby ona się powiodła pozbyłbym się tej izolacji i nieumiejętności życia z drugą osobą.
U mnie jest trochę inaczej. Gorzej. Wracam z pracy i zamykam mieszkanie. Nie wpuszczam nikogo, a kiedy ktoś chce żebym wyszedł lub dzwoni, natychmiast pojawia się wściekłość, że mój spokój został zakłócony. Praca też nie jest bez wpływu na to. Czasami wracam tak wściekły, że grawitacja przestaje obowiązywać w mieszkaniu co niektóre przedmioty. Broń Panie żeby wtedy ktoś przyszedł. Kiedyś próbowałem mieszkać z kobietą. To był dla mnie horror. Często w kryminale widzę ludzi zespołem odstawiennym. Ten okres mieszkania z nią mogę do tego porównać. Dziewczyna była złota, ale dzielenie życia z kimś mnie przerosło. Czułem jadąc z pracy, że wracam z więzienia do więzienia o zaostrzonym rygorze. Nawet nie mieszkając z nikim, a będąc w związku(bo było po drodze kilka prób) czułem się uwięziony. Czułem, że nie mogę po prostu wyłączyć tel bo będzie kupa pretensji i domysłów. Nie potrafiłem tego znieść. Mam jednego najlepszego przyjaciela-siebie. I każdy kto wejdzie między nas jest niszczony. Nie akceptuje ludzi, nienawidzę kiedy w kolejce sklepowej ktoś się o mnie ociera. Robię się zaraz czerwony i opanowuje mnie wściekłość.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kamil44 dnia Sob 7:29, 30 Cze 2012, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tatar



Dołączył: 26 Cze 2010
Posty: 1903
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:37, 30 Cze 2012    Temat postu:

kamil44 napisał:

Dziewczyna była złota, ale dzielenie życia z kimś mnie przerosło. Czułem jadąc z pracy, że wracam z więzienia do więzienia o zaostrzonym rygorze. Nawet nie mieszkając z nikim, a będąc w związku(bo było po drodze kilka prób) czułem się uwięziony.


O tym co piszesz, powstają nawet piosenki...
Kilka nawet znam, i kiedyś(ciekawe czemu? Smile ) lubiłem ich słuchać - pijąc.

Hey, "Zazdrość"

"Złotą klatkę sprawię ci, będę karmić owocami,
a do nogi przymocuję złotą kulę z diamentami.."


Myslovitz "Dla Ciebie"

"Najchętniej zamknął bym cię w klatce, bo kocham na ciebie patrzeć..."

Kayah i Bregovic "To nie ptak"

"Kocham ciebie mówi każdy jej mały ruch,
Lecz ty wśród kolorowych falban szukasz piór,
Bo jesteś pewien, że wczoraj widziałeś skrzydeł cień
Dlatego klatkę zbudowałeś, lecz ona to nie ptak..."

To take trzy piosenki na szybko. Jakbym poszukał trochę lepiej w pamięci, i pogrzebał na Youtube tobym zaraz zaprezentował ze dwa tuziny. Tylko po co? Dziś wiem, że to się za mną ciągnie od dzieciństwa i że mogę to przepracować zamiast całe życie cierpieć. Na ten temat napisano dużo książek, psychoterapeuci znają to DOSKONALE. Dlatego nie muszę już dziś pić i słuchać tych "arcydzieł" Smile

Jest dużo piosenek o tym jak tu więzić kogoś, kto naprawdę czy rzekomo chce odejść. Inne opowiadają o tym jak to ktoś się męczy z kimś drugim i .. "nic się da zrobić". Też ich słuchałem - też jest to niezła bzdura, jak na to patrzę dziś.

Po co te piosenki tu wstawiam? Żeby Ci pokazać, że dużo takich różnych dziwnych przekonań jest rozpowszechnionych w kulturze i że często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wysłuchanie paru piosenek utwierdzało mnie, że "tak musi już być" i ... i już nie musiałem nic robić. Mogłem dalej spokojnie oddawać się moim ulubionym autodestrukcyjnym(i szkodliwym dla innych) lecz przyjemnym zajęciom...

Przykład(jeden z moich ulubionych kiedyś):

Hey "Niekoniecznie o mężczyźnie"


Nóżka na nóżkę tak go zwą
Guziczek przy szyjce powietrze kradnie.
Widelcami dwoma rybkę je
Lecz dłubie w nosie i o ścianę to...
Na zawołanko z jego ust
Kłamstewka parami biegną w świat
Fizycznosc jego żałosna jest
a w główce równie nieciekawie.

Ref.
Nie lubię go, nie lubię nanananana x2

Nie mogę uciec od niego, nie
Bo ramionami zszyli nas.
Kilka narządów wspólnych jest
Nawet nie mogę mu życzyć źle...
Dlatego by nie widzieć go
wczoraj wykłułam oczy swe
I by jego oddech nie drażnił mnie
W nosie noszę wate.

(kazałem to grać kobietom na gitarze i śpiewać - a potem triumfalnie ogłaszałem śmiejąc się - to o mnie, to o mnie!! Żenada...)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 31 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:11, 01 Lip 2012    Temat postu:

tatar napisał:
kamil44 napisał:

Dziewczyna była złota, ale dzielenie życia z kimś mnie przerosło. Czułem jadąc z pracy, że wracam z więzienia do więzienia o zaostrzonym rygorze. Nawet nie mieszkając z nikim, a będąc w związku(bo było po drodze kilka prób) czułem się uwięziony.


O tym co piszesz, powstają nawet piosenki...
Kilka nawet znam, i kiedyś(ciekawe czemu? Smile ) lubiłem ich słuchać - pijąc


Jeśli chodzi o muzykę, to jest jedyna rzecz, którą tak bardzo cenię. A Myslovitz... No cóż jedna z ich utworów to jest mój osobisty hymn od wielu lat. Jej słowa całkowicie odzwierciedlają moje zachowania. I też siadam, choć nie często po %(zwykle jesienią) i wsłuchuję się w słowa. Długość dźwięku samotności - perła.
http://www.youtube.com/watch?v=qCIyK3ec4kE


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaśmin



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 7:39, 02 Lip 2012    Temat postu:

kamil44 napisał:

Nie pamiętam czy w którymś poście wspominałaś o tym. Czy próbowałaś terapii? Ciekawy jestem czy gdyby ona się powiodła pozbyłbym się tej izolacji i nieumiejętności życia z drugą osobą.


Dlaczego sam nie pójdziesz na terapie? Co masz do stracenia?
Gorzej pewnie już i tak nie będzie.
Może warto spróbować i założyć, że się powiedzie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Jaśmin dnia Pon 7:40, 02 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kamil44



Dołączył: 31 Mar 2012
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze wsi
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:18, 02 Lip 2012    Temat postu:

Kilka postów wcześniej wspominałem, że pierwsze spotkanie z terapeutą mam no....już w ten piątek. Nie wiem co będzie i czy dam radę, ale wiem, że nie wierzę w tą terapię.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaśmin



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:23, 02 Lip 2012    Temat postu:

kamil44 napisał:
Kilka postów wcześniej wspominałem, że pierwsze spotkanie z terapeutą mam no....już w ten piątek.


Przepraszam, musiałam nie doczytać.

kamil44 napisał:
Nie wiem co będzie i czy dam radę, ale wiem, że nie wierzę w tą terapię.


No z takim podejściem to startujesz raczej z przegranej pozycji, ale rozumiem Cie.
Ja też od sierpnia zaczynam terapie i jestem pełna niepokoju i wątpliwości.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ALKOHOLIZM, WSPÓŁUZALEŻNIENIE, DDA Strona Główna -> Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 15, 16, 17  Następny
Strona 9 z 17

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin